Pogrzeb Melissy był wielkim wydarzeniem nie tylko dla jej najbliższej rodziny. Na ceremonii zjawili się przyjaciele Stephen Cargill, jego partnerzy w interesach oraz mnóstwo fotoreporterów. Wypadek dwudziestoletniej dziewczyny był zaskoczeniem dla wszystkich. Nikt nie podziewał się, że coś takiego może się wydarzyć. Wszyscy szykowi się na zapowiadany ślub panny Cargill a nie jej ostatnie pożegnanie. Podczas mszy żałobnej za siostrę Melanie stała obok swoich rodziców, którzy nie uronili ani jednej łzy za córką. Brunetka z tej perspektywy doskonale widziała narzeczonego siostry Jasona wraz z jego ojcem. Twarze mężczyzn nie wyrażały ani krzty współczucia czy smutku z powodu śmierci Melissy. Starszy Walton zatrzymał na niej wzrok, przypatrując jej się z zainteresowaniem by na powrót wrócić do znudzonego wyrazu twarzy.
- Wyprostuj się Melanie - powiedziała cicho matka, karcąc córkę.
- Nie możesz dać mi spokoju, nawet w takiej chwili? - syknęła brunetka.
- Wszyscy na nas patrzą. Dziennikarze robią zdjęcia, nie rozumiesz, że będziesz na zdjęciach? Jak będziesz się prezentować? - odpowiedziała Eleanor.
- Jak ktoś, kto naprawdę przejmuje się śmiercią siostry - odrzekła dumnie powstrzymując łzy.
- Każdemu jest smutno z tego powodu, co stało się Lisie, ale my tu zostaliśmy i musimy robić to, co do nas należy. Trzeba godnie reprezentować rodzinę, ale ty nigdy tego nie rozumiałaś. Ale, teraz to się zmieni - powiedziała tajemniczo kobieta.
- Co masz na myśli? - zainteresowała się Mel.
- Dowiesz się w odpowiednim czasie. Ja i ojciec chcemy dzisiaj wieczorem z tobą poważnie porozmawiać - odrzekła i dyskretnie poprawiała swoje włosy.
- Mamo mogłabyś przestać na chwile interesować się tym jak wyglądasz i pomodlić się za dusze swojej córki?
- Melanie ostrzegam cię. Nigdy więcej nie mów do mnie takim tonem! - Cargill oburzyła się i włożyła ciemne okulary przeciwsłoneczne.
Brunetka zastanowiła się nad słowami swojej matki. Co tez znowu ona mogła wymyślić? Wiedziała, że jej rodzicielka stara się kontrolować każdy jej ruch. Może dowiedziała się o Matthew? Nie to niemożliwe ciągle stara się być ostrożną, gdy spotyka się ze swoim chłopakiem.
Gdy ceremonia żałobna się skończyła większość zaproszonych osób przeniosła się do ich domu, aby powspominać siostrę Melanie. Tak naprawdę przyjaciółki jej mamy dobrze się bawiły rozmawiając o trwającym Fashion Week w Paryżu a znajomi jej ojca popijając koniak. Gdy dziewczyna skierowała się do ogrodu, naprzeciwko niej pojawił się Joseph Walton.
- Melanie bardzo miło cię widzieć - powitał ją ojciec Jasona.
- Dzień dobry panie Walton - odpowiedziała uprzejmie. Niedoszły teść jej siostry od zawsze wydawał jej się odpychająctm człowiekiem. Biła od niego aura wyższości i własnego samouwielbienia. Teraz też patrzył na nią, jakby była kimś gorszym od niego.
- To straszne, że twoja siostra odeszła od nas tak szybko - powiedział sztucznym, przygnębionym głosem.
- Tak to bardzo zasmucająca chwila - odparła z rezerwą brunetka.
- Naprawdę, tak bardzo martwi cię fakt, ze dzięki śmierci twojej siostry stałaś się jedyną spadkobierczynią fortuny swoich rodziców? - zapytał bezczelnie mężczyzna
- Jak pan śmie coś takiego mówić w dniu pogrzebu Melissy? - odparła oburzona.
- Nie denerwuj się skarbie. Gdybyś była na moim miejscu, z pewnością też dbałabyś o swoje interesy, które obecnie są zagrożone - odpowiedział szczerze, bacznie się jej przyglądając.
- Nie obchodzą mnie pańskie interesy i nigdy nie będę na pana miejscu - odrzekła dumnie i wyminęła mężczyznę, gdy ten niespodziewanie złapał ją za ramie i przyciągnął do siebie.
- Widzę, że bardzo różnisz się od siostry. Lisa miała może charakterek, ale zawsze dobrze wiedziała, co się w życiu dla nas liczy. Pieniądze, władza, znajomości. Ona była w stanie dużo zrobić, aby to osiągnąć, jednak jeden błąd pozbawił ją wszystkiego. Teraz to ty będziesz musiała spełnić obietnicę twojego ojca - powiedział poważnie Jospeh
- Co pan sugeruje? - zapytała zdenerwowana.
- Jak mylisz czy pozwolę, aby moja rodzina została na lodzie? Ja i twój ojciec zawsze nawzajem się wspieramy i robimy razem interesy. Raz ja mu pomagam, czasami on mnie. Dlatego też zawarliśmy umowę, aby połączyć nasze rodziny poprzez małżeństwo naszych dzieci. Twoja siostra umarła, ale to nie znaczy, że umowa została rozwiązana, skarbie - poinformował ją Walton.
- Pańska umowa z moim ojcem mnie nie dotyczy. Proszę mnie zostawić! - Melanie zaczęła się szarpać, ale uścisk mężczyzny się zaciskał coraz mocniej.
- Co tu się dzieje? - dziewczyna usłyszała za sobą rozdrażniony męski głos.
- Jason, w końcu jesteś. Będziemy się zbierać - Jospeh odezwał się donośnie i puścił dziewczyną.
- Tak jak mówiłem Melanie, bardzo mi przykro z powodu śmierci twojej siostry - starszy mężczyzna zwrócił się do niej, zmieniając swoje oblicze. Melanie była kompletnie zdezorientowana. Nie rozumiała, o czym on mówił i co starał się jej uświadomić. Przez długą minutę patrzyła się na Waltona seniora zaszokowana jego postawą. Po chwili przeniosła wzrok na jego syna, który również posyłał pytające spojrzenie swojemu ojcu. Jason szybko jednak spojrzał na nią i powiedział.
- Melanie, ja także chciałbym złożyć ci kondolencje z powodu śmierci Melissy. To musiał być dla ciebie szok.
- Dziękuję - powiedziała nadal zdziwiona i dodała - Przepraszam, ale muszę panów przeprosić.
- Oczywiście, nie zatrzymujemy cię - odpowiedział uprzejmie blondyn i grzecznie się z nią pożegnał.
- Co to miało być ojcze? - młody mężczyzna zwrócił się do Josepha.
- Nic. Rozmawiałem z naszą małą Melanie, która jest jeszcze głupsza niż na to wygląda - odpowiedział sarkastycznie.
- Nie udawaj. Przecież widziałem jak się z nią szarpiesz - powiedział oburzony.
- Och proszę cię, to moja sprawa, co z nią robiłem. Powinieneś się cieszyć, ze dbam o naszą rodzinę - odpowiedział złośliwie.
- Dbasz? Kiedy, ty dbałeś o naszą rodzinę? Tak naprawdę nigdy nią nie byliśmy - Jason oburzył się i odszedł w kierunku swojego samochodu.
- Matko chciałabym z tobą porozmawiać - Melanie podeszła do matki, gdy tylko ta została sama.
- Oczywiście, rozmawiajmy - powiedziała wyniośle.
- O czym chciałaś, ze mną pomówić wieczorem? To podobno coś bardzo ważnego? - zapytała szczerze. Po rozmowie z Josephem Waltonem była pełna obaw. Czy ten człowiek miał na myśli ślub Melissy i Jasona? Czy w razie śmierci siostry, to ona miałaby zostać żoną jego syna? Czy to było możliwe? Nie, jej rodzina nie pozwoliłaby na to.
- Kochanie, nie rób tutaj sceny. Mówiłam, ze chce porozmawiać z tobą wieczorem, na spokojnie. Zaczekajmy aż skończy się przyjęcie i goście opuszczą nasz dom - odpowiedziała i ruszyła w kierunku swojej znajomej.
Po kilku długich godzinach aż wszyscy wyszli Melanie skierowała się do gabinetu ojca gdzie mieli czekać na nią rodzice.
- Och, już jesteś kochanie - przywitała ja matka i zdenerwowana spojrzała na ojca.
- Więc, o czym chcieliście ze mną porozmawiać? - zaczęła wyzywająco brunetka.
- Nie tym tonem moja droga. Jako twoi rodzice zasługujemy za szacunek - odparł zdegustowany Stephen.
- Przepraszam ojcze - odpowiedziała cicho zawstydzona. Jej ojciec zawsze był protekcjonalny i w dzieciństwie obawiała się jego złości najbardziej.
- Dobrze, możemy przejść do sprawy, która jest bardzo pilna i nieoczekiwana. Muszę przyznać, że bardzo zależy mi na twojej współpracy Melanie - poinformował ją mężczyzna i spojrzał dyskretnie na żonę.
- Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że przed dwudziestu laty, kiedy nawiązałem bliższą współpracę z Josephem Waltonem zawarliśmy umowę dotyczącą małżeństwa naszych dzieci. Takim węzłem mieli połączyć się Jason i Melissa, ale ona odeszła. Chyba rozumiesz, że ta rola spada teraz na ciebie. Jesteś moją drugą córką, moją spadkobierczynią i to ty kiedyś, razem z Jasonem będziecie prowadzić nasze firmy - wytłumaczył spokojnie i przyjrzał się bladej córce.
- Tato, nie możesz mnie o to prosić! Mam swoje życie i nie zamierzam wychodzić za Jasona - odpowiedziała szczerze. Tego obawiał się Matt, gdy namawiał ją do opuszczenia rodziny. Że oni będą chcieli ją zmusić do czegoś, na co nie ma ochoty, ale ona nie zamierza spełnić rozkazów ojca. Jest wolnym człowiekiem, który posiada wolną wolę i rodzice do niczego nie będą w stanie jej zmusić.
- Dobrze wiem, że ta sytuacja nie była planowana, ale nie masz prawa mi odmawiać! Żyjesz jak księżniczka i mam chyba prawo domagać się czegoś w zamian! Daje ci wszystko, a proszę cię tylko o jedną przysługę - skarcił ją ojciec.
- Jedną przysługę? Czy ty zdajesz sobie sprawę, że ta mała przysługa wpłynie na moje życie, zmieniając je całkowicie? O nie, na coś takiego nie mogę się zgodzić - powiedziała stanowczo dziewczyna.
- Melanie, zastanów się czy ty na pewno wiesz, co robisz? Ojciec zapewnia ci utrzymanie, piękne stroje, twoje studia, czy chcesz, aby ci to odebrał? - zapytała cicho Eleanor.
- Nie dbam o pieniądze. Nie zgadzam się! I nie będziemy wracać do tego tematu, jeżeli chcecie abym się wyprowadziła, to dajcie mi znać - powiedziała nieustępliwie i szybko wybiegła z pomieszczenia
Witajcie. Zgodnie z obietnicą dodaję drugi rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Już teraz chciałbym was przeprosić za jakiekolwiek błędy w tekście.Liczę na wasze opinie i komentarze. Dodają mi one motywacji, a wasze sugestie podpowiadają mi co jeszcze mam poprawić, aby opowiadanie było jeszcze lepsze.Kolejny rozdział prawdopodobnie ukarze się za tydzień jeśli nie wyjadę na weekend. Jeżeli tak się stanie to rozdział będzie w poniedziałek 24.08Pozdrawiam i życzę wam miłego tygodnia :)

Hej! Teraz tylko powiem, że rozdział przeczytałam, a z czymś nieco dłuższym powrócę wieczorem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
L x
Jestem! I już mogę stwierdzić, że nie cierpię rodziców Melanie. Ogólnie to lubię negatywne postacie, bo one nadają sens opowiadaniom, ale tej dwójki nie zdzierżę za nic. Nowobogackie towarzystwo, dla których liczy się tylko stan konta w banku, a nie szczęście córek... no, teraz to córki. Wydaje mi się, że śmierć Melissy w ogóle ich nie ruszyła. A, przepraszam. Mogli zacząć się obawiać o ten chory układ z tym obleśnym facetem. Jego też nie lubię, brutal jeden ;--; Nawet te miliony w banku nie są warte takiego teścia. Widać jednak, że jego syn też zaczyna mieć tego dość, może się zbuntuje?
UsuńNo nic, czekam na rozdział! <3
I zapraszam do siebie, też dodałam coś nowego:) http://make-me-heart-attack.blogspot.com/
L x
Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa! Jest mi niezmiernie przyjemnie słuchać tych pozytywnych opinii. Zapraszam na trzeci rozdział, który pojawił się po tak długim okresie czasu. Pozdrawiam ;)
UsuńJa na miejscu Melanie dawno bym uciekła, no ale powiedzmy sobie szczerze. Życie bez niczego dla kogoś bogatego to nie życie, a jedynie jest gwoździem do trumny. Z każdą minutą coraz bardziej się przekonywuję, że nienawidzę rodziców Mel. Jason natomiast zdaje mi się porządnym chłopakiem, więc tylko się cieszyć na miejscu Melanie. Dobrze, że nie trafiła na kogoś gorszego, takiego z zachowania i charakteru jak starszy Walton. Pozdrawiam i życzę weny! ^^
OdpowiedzUsuńxoxo, elose
Dziękuję za piękny komentarz i wszystkie pozytywne słowa. To miło, że jesteś ze mną od tak dawna i czekasz na kolejne rozdziały! Zapraszam na trzeci epizod, który pojawił się po długim czasie i jest moim powrotem. Pozdrawiam ;)
UsuńO jezu, ale ci ludzie są obłudni! Oprócz Melanie, tylko Jason wydaje się być w porządku. Jak na razie. Ogółem fabuła bardzo ciekawa. Wyrachowana rodzina i córka, która wyznaje w życiu odmienne wartości. Ciekawie, ciekawie. Eleonor chyba najbardziej działa mi na nerwy. Ta kobieta sprawia, że gdyby istniała naprawdę, dostałaby ode mnie niezły łomot, za takie podejście do śmierci córki, jak i ślubu Melanie i Josona.
OdpowiedzUsuńNo, to chyba na tyle. Będę czytać kolejne rozdziały, zapewniam. Czekam z niecierpliwością na coś nowego :* Chciałabym również zaprosić cię na mojego bloga. Link i opis dodam w spamie :* Pozdrawiam, Raven.
Witaj ;) Bardzo dziękuję za ciepłe słowa podnoszące na duchu. Co do Eleonor, pewnie niedługo znienawidzisz ją jeszcze bardziej, niestety. Zapraszam na trzeci rozdział, które publikuje po długim okresie czasu, ale mam nadzieję, że tym razem wracam na stałe! Pozdrawiam ;*
Usuń